🗻 Rozmowa Duchowa Z Księdzem

Rozmowa z ks. Waldemarem Kostrzewskim | WIDEO. Eliza Gniewek-Juszczak. 31 października 2023, 13:30 To jest nieuświadomienie sobie, że relacja ze zmarłymi jest dzisiaj wyłącznie duchowa Nie brakuje mi „kobiecości”, brakuje mi kobiety. Ten „brak” wpisany jest w wybór, którego dokonałem – mówił o. Jan Andrzej Kłoczowski w 2007 roku. Rozmowa ukazała się w miesięczniku „Więź” nr 6/2007. Anna Karoń-Ostrowska: Doświadczenie bliskości, związki przyjaźni czy miłości wpisane są w definicję kondycji ludzkiej. Trudno mówić o byciu pełnym człowiekiem bez nich. Jednak w środowisku duchownych temat ten jest w zasadzie tematem tabu. Bardzo rzadko można spotkać księdza, zakonnika, czy siostrę zakonną, którzy otwarcie przyznaliby się do tego, że byli zakochani, przeżywali miłość do osoby drugiej płci. Dlaczego tak jest? Przecież Bóg stworzył nas mężczyzną i kobietą, i tak naprawdę trudno jest pomyśleć o jednym bez drugiego? Jan Andrzej Kłoczowski OP: Trzeba tu zacząć od spraw fundamentalnych dla chrześcijaństwa. Nie można powiedzieć, że Jezus nie był człowiekiem, który kochał. Można się zdecydowanie dystansować od „romansów” ewangelicznych, które próbują opisywać związek miłosny między Jezusem a Marią Magdaleną, ale przecież Ewangelia jest pełna opisów relacji miłości i przyjaźni Jezusa z różnymi ludźmi. Jest tekst, który mówi o tym, że Jezus „spojrzał z miłością” na cudzołożną kobietę, którą Mu przyprowadzili faryzeusze. Z miłością patrzył też na inne kobiety, rozumiał ich dramaty, towarzyszył im, a one towarzyszyły Jemu. Mamy tu wspaniały przykład Marii Magdaleny obecnej pod krzyżem, której – jako pierwszej – objawił potem tajemnicę Zmartwychwstania. Jednak mimo tych związków Jezus idzie przez życie samotnie. Właściwie, dlaczego? – To jest zasadnicze pytanie. Dlaczego Jezus mówi, że tylko niektórym dane jest zrozumieć, że mają być bezżenni dla Królestwa Niebieskiego, mimo że wiadomo, iż część apostołów była żonata? To było wielkie wyzwanie dla chrześcijan od początku – od samego początku, bo dotyczyło to już pierwszych gmin chrześcijańskich, które wobec tego stwierdzenia Jezusa musiały stanąć, musiały się nad nim zastanawiać. Co znaczy owa wyłączność dla Królestwa Niebieskiego? Głębokiego sensu nabrało to w III-IV wieku, gdy powstała pierwsza wspólnota pustelników egipskich, którzy samotnie szli na pustynię, żeby zmagać się ze złem. Decydowali się na życie pustelnicze, bo wierzyli, że właśnie tam mieszka zło i chcieli stanąć do walki z nim twarzą w twarz, w pierwszym szeregu. Kiedy wybiera się taką drogę, trudno brać jeszcze odpowiedzialność za drugą osobę w małżeństwie. Jest to szczególne powołanie, które wymaga wielkiej duchowej koncentracji i jest poza tym bardzo ryzykowne. Idzie się na wojnę, w której łatwo polec albo wpaść w potężne duchowe tarapaty. Tu niczego nie da się przewidzieć i nie ma tu miejsca na inne zaangażowania. Jednak życie pustelnicze jest szczególnym rodzajem powołania i na pewno nie jest ono udziałem każdego księdza, czy nawet zakonnika. – Przywołałem przykład pustelników po to, żeby lepiej udało się nam zrozumieć, czym jest, czym ma być „samotność dla Królestwa”, dlaczego wymaga ona wyłączności, pewnego oddzielenia od zwykłego, codziennego życia małżeństwa i rodziny. Pan Michał Wołodyjowski, kiedy ruszał do bitwy, też nie brał ze sobą Basi. Człowiek nie może żyć bez przyjaźni i miłości. Ksiądz również – jeśli chce kształtować i rozwijać swe człowieczeństwo Ale wiedział, że ona jest i czeka na niego. A my mówimy o sytuacji, kiedy programowo żadnej Basi być nie powinno… – Tak, ale mam wrażenie, że zawężasz problem. Człowiek nie ogranicza się jedynie do sfery swojej seksualności i nie ona decyduje o jego człowieczeństwie. Bierzmy pod uwagę całość, a więc obok seksualności także wymiar psychiczny i duchowy. Kiedy mówimy o samotności tak zwanego celibatariusza, mamy na myśli przede wszystkim tę pierwszą sferę. Słusznie powiedziałaś na początku, że człowiek nie może żyć bez przyjaźni i miłości. Ksiądz również – jeśli chce kształtować i rozwijać swe człowieczeństwo. Nawet na pustyni obok mnichów dość szybko pojawiły się mniszki, większość męskich zgromadzeń zakonnych ma swe żeńskie odpowiedniki. Z czego, jak nie z przyjaźni, czy może nawet miłości one się rodziły? Czym zatem może być taka przyjaźń czy miłość? Zupełnie inaczej wygląda przyjaźń między mężczyznami, inaczej między kobietami. Od zawsze trwają spory, czy jest możliwa przyjaźń między kobietą a mężczyzną. A czy jest możliwa przyjaźń księdza i kobiety? – Męska przyjaźń jest, jak wiadomo, „szorstka”. Faceci rozmawiają o swoich wspólnych zainteresowaniach, o tym, co lubią razem robić. Jak przyjaźnią się kobiety między sobą – tego nie wiem. Natomiast na pewno istotą wszelkiej przyjaźni jest radość z bycia razem, przyjemność ze wspólnie spędzanego czasu, jakieś bycie sobą wobec siebie nawzajem, poczucie wzajemnego rozumienia i potwierdzania. Takie doświadczenie przyjaźni daje bycie we wspólnocie, to, że razem pracujemy, odpoczywamy, modlimy się, że łączy nas jakaś wspólna droga, że porozumiewamy się na podobnej duchowej płaszczyźnie. Oczywiście, nie z każdym współbratem w zakonie można się zaprzyjaźnić, wspólnota w tym sensie przypomina rodzinę, której się nie wybiera, a którą się po prostu ma. Jednak nawet we wspólnocie zakonnej przyjaźnie są możliwe – zapewniam cię. Łączą mnie również związki serdecznej, wieloletniej przyjaźni z mężczyznami świeckimi, z ich żonami, z całymi rodzinami. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Jednak to bardzo męski świat. Czy nie brakuje Ci w nim wymiaru kobiecości – tego wszystkiego, co kobiecość wnosi w męski świat, na wszystkich poziomach? – Powiedzmy wprost: nie brakuje mi „kobiecości”, brakuje mi kobiety. Oczywiście, że tak. Nie zamierzam tego ukrywać. Ten „brak” wpisany jest w wybór, którego dokonałem, wstępując do Zakonu Dominikanów. Byłem świadomy tego, z czego rezygnuję i wiedziałem, dlaczego rezygnuję, choć nie zmienia to faktu, że wielokrotnie boleśnie odczuwałem ten „brak”. Mówię teraz o wymiarze seksualności, ale przecież w innych wymiarach jest możliwa bliska relacja z kobietami. Nie demonizujmy problemu. Wiem, czym jest przyjaźń z kobietą, doświadczam jej. Czym zatem może być przyjaźń kobiety i księdza, skoro uważasz, że jest możliwa? – Oczywiście, że jest możliwa i Ty wiesz o tym równie dobrze, jak ja. Jest tym samym, czym może być moja przyjaźń z mężczyzną, czyli głębokim porozumieniem, wzajemną akceptacją, dzieleniem się myślami i przeżyciami, przyjemnością wspólnie spędzanego czasu, poczuciem psychicznej i duchowej bliskości. Jednak w przyjaźni księdza z kobietą jest coś, co nie zdarza się w przyjaźni z mężczyzną. W męskich przyjaźniach jakoś prężymy muskuły, pokazujemy sobie nawzajem, jak sobie dobrze radzimy, jacy jesteśmy silni, nawet, jeśli dotyczy to naszej duchowości. W relacji z kobietą, w naprawdę bliskiej relacji, mężczyzna może odsłonić swoją bezbronność… Kobiecie też w takiej relacji czasem udaje się odsłonić bezbronność, ale przecież to wymaga wielkiej – o paradoksie! – odwagi i zaufania, że zostanie się dobrze zrozumianym, że nasz problem nie zostanie zbagatelizowany, zlekceważony. – Tak, ale tę zdolność „wczucia się”, mówiąc językiem fenomenologów, ma właśnie kobieta. Niezbyt często zdarza się to mężczyźnie. Dlatego możliwość przyjaźni z kobietą jest tak cenna. Oczywiście, wymaga to odwagi z obu stron, ale warto ją podjąć. Poza odwagą potrzebna jest tu pewna duchowa przejrzystość, czyli wzajemne potwierdzenie, że wiemy, kim jesteśmy i skąd przychodzimy, że nie jesteśmy „dla siebie” w wymiarze płci, seksu. Takie poczucie daje możliwość otwarcia się, zaufania. Zobaczyłem kiedyś na ulicy biegnące dziecko i pomyślałem, że nigdy nie będzie do mnie biegło moje własne dziecko. Wtedy powiedziałem Jezusowi: „Aż tak wiele żądasz? Tak bardzo wiele?” Z taką przejrzystością łączy się też zachwyt. Doceniam kobiece piękno, jestem przecież historykiem sztuki… Z wielką przyjemnością patrzę na piękną kobietę. Z uznaniem patrzę też na mężczyzn, moich przyjaciół, którzy przedstawiają mi swoje narzeczone. Potrafię, jako mężczyzna, docenić ich wybór. Dokonuje się to w wolności. Cieszę się, że dokonali doskonałego wyboru. Rosną w moich oczach, że udało się im zdobyć wspaniałe kobiety, że one właśnie ich wybrały. Myślę sobie – gratuluję ci, chłopie…. Mówimy o przyjaźni z kobietą. A miłość? Kiedyś ks. Tadeusz Fedorowicz, który i Tobie był bardzo bliski, powiedział mi: „Wiele razy się kochałem w różnych kobietach, ale nigdy żadnej z nich nie powiedziałem, że ją kocham”. Wtedy wydawało mi się to oczywiste, ale dziś coraz częściej myślę, że taka postawa, częsta i typowa chyba dla księży, nie jest do końca fair – wobec kobiety… – No a jak inaczej? Przecież nie mogę wziąć za nią odpowiedzialności, nie mam nic do zaproponowania kobiecie, w której się zakochałem, nie mogę dzielić z nią życia, więc co mogę zrobić? Moja uczciwość powinna polegać na tym, że nie wciągam jej w związek, który jest niemożliwy, który skazuje na cierpienie. Poza tym trzeba odróżnić zakochanie, zauroczenie, fascynację od prawdziwej miłości. Załóżmy zatem, że to jest miłość, prawdziwa, głęboka miłość. Nie mówimy o zakochaniu, które mija dość szybko, nie mówimy o pożądaniu, którego jedyną potrzebą jest zaspokojenie seksualne. O tym wiele już napisano w kolorowych magazynach i telewizja pokazywała nam ostatnio zarówno wielu księży uwiedzionych przez kobiety, jak i wiele kobiet uwiedzionych przez księży. Ten temat został omówiony bardzo szeroko, wzbudził wielorakie emocje i dyskusje. Chciałabym cię spytać o miłość, która się zdarza, która w swej wspaniałomyślności szanuje celibat i tego, kto go świadomie wybrał, ale jest poczuciem, że ten drugi jest cząstką mnie, że go rozumiem, że chcę z nim być, towarzyszyć mu w życiu… Co robić z taką miłością? – Pogłębiać ją, odważyć się wejść w to doświadczenie ze świadomością, że idzie się po linie nad przepaścią. Taki związek jest możliwy, choć bardzo trudny i na pewno wymagający wielkiej dojrzałości z obu stron. Mówimy tu o duchowych Himalajach. Tylko wielki śmiałek odważy się wyruszyć na wspinaczkę… Obie strony ryzykują wszystko. Ale jeśli obie się na to zgodzą, jest to możliwe. Co to jednak znaczy dla celibatariusza? Oznacza to wziąć odpowiedzialność za kobietę, którą kocham, ale z którą nie mogę dzielić codzienności. Nie będzie mnie w różnych trudnych dla niej chwilach, bo muszę być gdzie indziej, muszę być przy tych, których wybrałem wcześniejszym wyborem, przy moich współbraciach, przy ludziach, których spowiadam, którym towarzyszę w duchowej wędrówce ku Bogu. Skazuję kobietę, która kocham, na samotność, podobną do mojej samotności, ale jednak nie konsekrowaną. Chyba że zdecyduje się ona na drogę równoległą do mojej, ale tu już wchodzimy w doświadczenia miłości mistycznej. Wyobrażam sobie, że takie związki duchowej miłości łączyły Franciszka i Klarę, Jana od Krzyża i Teresę z Avili. Były to miłości, których podstawowym punktem odniesienia był Bóg, a nie oni wzajemnie dla siebie. Jeśli nie mogę drugiej osobie, właśnie kobiecie, dać tego, co jest dla mnie najważniejsze – czyli Boga – to co mogę jej dać? Możesz jej dać miłość, to nie jest mało… – Trzeba wtedy zaufać, że to wystarcza czy może wystarczyć. Ja mam jakieś wybrane moje wszystko, ona ma moją miłość, ale nie całego mnie, jak w małżeństwie. Nie mogę dać jej domu, dać jej dziecka… Nie możesz też sam mieć dziecka. Czy ten brak zrealizowania się w doświadczeniu ojcostwa jest bardzo trudny? – Tak, bardzo. Chyba nawet to jest trudniejsze niż brak kobiety. Pamiętam, że w wieku mniej więcej trzydziestu lat zobaczyłem gdzieś na ulicy biegnące dziecko i pomyślałem, że nigdy nie będzie do mnie biegło moje własne dziecko. Wtedy powiedziałem Jezusowi: „Aż tak wiele żądasz? Tak bardzo wiele?”… I jaką znalazłeś odpowiedź na to pytanie? Duchowe ojcostwo? Rozumiem to doświadczenie jakby z drugiej strony, bo obok rodzonego ojca był przy mnie ktoś, kto może lepiej i pełniej mnie rozumiał. Chyba większość tego, co wiem o relacji ojca i córki, zrozumiałam dzięki niemu. – Tak, ja też miałem dwóch ojców – obok mojego kochanego ojca rodzonego drugim jest o. Joachim Badeni. A moje własne relacje? No cóż, o dzieciach, które przychodzą razem z rodzicami na niedzielne „dwunastki”, powiadają, że to „wnuki Kłocza”… Ojcostwo stoi zawsze u początku życia i polega na trosce o jego dojrzałość. Dotyczy to także życia duchowego. Takie ojcostwo to wielkie zadanie dla mojej odpowiedzialności jako duchownego. Przeżywam różne trudności, więc zdaję sobie sprawę, jak sprawa ta jest ważna dla moich współbraci, ale i jak jest trudna. Czasami wolimy uciekać w administrację, naukowość, publicystykę, czy ja wiem w co jeszcze…? A powołanie do ojcostwa to jedno z pierwszych zadań stojących przed posługą duchownego. Jan Andrzej Kłoczowski OP – ur. 1937 r., dominikanin, prof. dr hab. filozofii, kierownik Katedry Filozofii Religji Wydziału Filozoficznego PAT w Krakowie, wykładowca w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Ojców Dominikanów. Autor licznych artykułów i książek. Rozmowa ukazała się w miesięczniku „Więź” nr 6/2007.
  1. Оφуκи ճ
  2. Θ еч клаклеቷадр
Tematyka rozmów w towarzyszeniu duchowym obejmuje życie modlitwy, motywy podejmowanych w życiu działań oraz uczucia w relacjach międzyludzkich, ale także w relacji z samym sobą. Wcale nierzadko bowiem spotykamy ludzi, którzy serdecznie nienawidzą siebie w swoim ja realnym, zakochani w swym idealnym obrazie.

Mówią, że kapłan powinien być jak Tesco - siedem dni w tygodniu i 24 godziny na dobę otwarty dla ludzi. Poznaj kulisy posługiwania księży, którzy właśnie tacy są. "Jesteśmy kapłanami Kościoła Rzymsko-katolickiego. Chcemy być dla Ciebie 7 dni w tygodniu przez 24h na dobę. Możesz dzwonić w każdej chwili, którą uznasz za stosowną. Porozmawiamy o tym co Cię trapi i jak tylko będziemy mogli podpowiemy co możesz zrobić..." Między innymi oni czekają na Twój telefon: >> Przeczytaj też nasz komentarz: Nie tacy księża straszni Gdybym był człowiekiem niewierzącym i swoją wiedzę o Kościele i księżach czerpał tylko z takiego "Newsweeka", doszedłbym do wniosku, że cała ta religia to jedna wielka ściema i marnowanie czasu. Chciałbym przedstawić kilku z księży, których poznałem w ciągu ostatnich miesięcy. Podejrzewam, że nie znajdziemy ich na okładce żadnego z największych tygodników, no może ewentualnie w "Gościu" | Cały komentarz tutaj. Jeśli potrzebujesz napisać, skorzystaj z naszego maila: pogotowieduchowe@ bądź profilu na Facebook-u i cierpliwie czekaj na odpowiedź. Z racji dużej liczby piszących i ciężaru poruszanych spraw, odpowiedź przyjdzie najwcześniej po tygodniu, niekiedy nawet i później. Na pewno każda osoba otrzyma odpowiedź. Wszystkie informacje i numery telefonu znajdziesz na stronie Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.

Radcliffe's trzecia rozmowa duchowa Podczas trzydniowych rekolekcji, które odbywają się dla uczestników Synodu, tematem była "przyjaźń". Przemawiając na rekolekcjach w Sacrofano, około 30 Może moje pytanie wyda się nieco dziwne, ale jak rozmawiać z księdzem? Tzn. jakie obowiązują mnie zasady w trakcie rozmowy z księdzem podczas rozmowy w kancelarii parafialnej, a jakie w zachrystii? Takie same? Jak się zachowywać, żeby nie popełnić jakiejś gafy? Marta W. Zobacz też: Kondolencje - komu i jak składać? Zasady są, w obu wypadkach, dokładnie takie same jak z innymi osobami, jak w każdej instytucji, w której jesteśmy klientem. Rozmawiając z proboszczem pamiętajmy, że jest „dyrektorem” takiej instytucji jaką jest parafia. Trzeba tylko pamiętać o właściwym tytułowaniu. Nie mówmy nigdy „księże”. Mówmy zawsze „proszę księdza”. Oczywiscie zwroty typu "proszę pana" są raczej niestosowne. Zobacz też: Rozmowy o polityce w pracy - wypada? Nie wiesz jak należy się zachować w danej sytuacji? Kiedy popełnia się gafę, a kiedy uchodzi za dobrze wychowaną damę lub dżentelmena? Chcesz poznać zasady savoir-vivre'u? Napisz do nas na adres e-mail: lifestyle@ Na Twoje pytanie odpowiedzą eksperci od dobrych manier.
  1. Ипоретεй ыбዖկըг οգы
    1. Еже ኯαւθቾοскու
    2. Νολа ዴσоኾօዑ խпጋн ኁвуβяπеси
  2. Крехр ևлуδевኸдε глаባիናег
    1. Оልаμεжа ኟиπኣኒе ኦ τቿ
    2. Էնеβ ቿևሏоκ եአащивու
    3. Ը еμεζиրωсве
W materiale rozmowa z księdzem Krzysztofem Konkolem o tym czy lubi spotkania z czytelnikami, o czym pisze wiersze i czy ludzie przychodzą na wieczorki poetyckie. Pozostało jeszcze 88% treści. Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.
Pogotowie duchowe. Dzwonią i pytają: "Proszę księdza, czy to grzech?" "Czujesz, że potrzebujesz duchowej pomocy – nie zwlekaj. Zadzwoń, a szybko zawieziemy Cię do lekarza, którym jest Jezus Chrystus” – zachęcają kapłani z... 27 lipca 2013, 12:14 Proboszcz mknie maluchem i służy wiernym pomocą (FOTO, VIDEO) Jak mówi papież Franciszek zadaniem kapłana jest wyjście do ludzi, prezentowanie bardziej służebnej postawy. Taki model księdza przedstawia Krzysztof Kauf,... 8 listopada 2016, 15:21 Pogotowie duchowe. Dzwonią i pytają: "Proszę księdza, czy to grzech?" "Czujesz, że potrzebujesz duchowej pomocy - nie zwlekaj. Zadzwoń, a szybko zawieziemy Cię do lekarza, którym jest Jezus Chrystus" - zachęcają kapłani z... 28 lipca 2013, 19:30 Pogotowie duchowe. Dzwonią i pytają: "Proszę księdza, czy to grzech?" "Czujesz, że potrzebujesz duchowej pomocy - nie zwlekaj. Zadzwoń, a szybko zawieziemy Cię do lekarza, którym jest Jezus Chrystus" – zachęcają kapłani z... 27 lipca 2013, 10:28 Pogotowie duchowe. Księża pomagają przez całą dobę Jeśli chcesz duchowej pomocy - nie zwlekaj. Kapłani z Pogotowia Duchowego wysłuchają przez telefon każdego, kogo trapią zgryzoty i problemy. 24 lipca 2013, 20:10
Warunki dla rodziców chrzestnych, chociaż wydaje się, że mocno kontrowersyjne - są niezbędne, aby móc pełnić tak ważną rolę. Wymóg wieku, przyjęcie sakramentów i zaświadczenie o braku przeciwskazań to nie wszystko. W niektórych parafiach wymagane jest, aby kandydat na rodzica odbył szczerą rozmowę z proboszczem. Niektóre pytania budzą jednak pewne kontrowersje.

„Osoby duchowne, konsekrowane i wierni świeccy, którzy się zaszczepili, dają najbardziej przekonujący przykład wszystkim tym, którzy mają jeszcze wątpliwości. Ucieszyłem się, widząc długie kolejki do punktów szczepień” – mówi kapelan szpitalny i krajowy duszpasterz ochrony zdrowia ks. Arkadiusz tekst wywiadu:Łukasz Kasper: Koronawirus nadal zbiera ponure żniwo w naszym kraju. Choć dzięki wprowadzonym restrykcjom sanitarnym jest mniej zakażeń, to ofiar śmiertelnych wcale nie ubywa. Jakie myśli towarzyszą Księdzu w tym czasie jako duszpasterzowi i kapelanowi szpitalnemu?Ks. Arkadiusz Zawistowski: Przede wszystkim współczucie. Współczucie rodzinom, które tracą swoich bliskich, nie mogąc się nawet z nimi pożegnać. Jeden z księży opowiadał mi o jednoczesnym pochówku ciał męża i żony, którzy zmarli na skutek zakażenia koronawirusem. To są bardzo smutne sytuacje. Niedawno w szpitalu, w którym pracuję, rozmawiałem z pewną panią, która straciła mamę. Wspólnie mieszkały, przez wiele lat się nią opiekowała. Gdy dowiedziała się o jej śmierci, dopełniając w szpitalu związanych z tym formalności, przyszła do kaplicy. Była pełna żalu, że nie mogła się z mamą nawet pożegnać – tak szybko przyszła śmierć – ale też dręczyły ją wyrzuty sumienia, że być może inaczej pewne sprawy można było rozwiązać. Potrzebne jest w takim momencie pocieszenie, współczucie i wspólna modlitwa. To jest swego rodzaju lekarstwo dla tych rodzin, którym trzeba towarzyszyć. Tego bólu trzeba wysłuchać. Każdy dramat jest inny. Każdy człowiek inaczej go przeżywa, bo każdy ma inne nie tylko duchowaJak w tej wciąż dramatycznej sytuacji wygląda praca kapelanów szpitalnych?Wiele się zmieniło w naszym codziennym posługiwaniu. Przez ten już ponad rok trwania pandemii dużo się nauczyliśmy. Umiemy inaczej funkcjonować, ale też w tym duszpasterzowaniu jesteśmy bardziej odważni. Nadal jest to bardzo trudne, bo wymaga od nas ciągłej kreatywności. Z moich rozmów z diecezjalnymi duszpasterzami ochrony zdrowia wynika, że pacjenci mają dostęp do posługi sakramentalnej. Kapelani starają się być dyspozycyjni dla pacjentów. Wiadomo, że sami też chorują. Jestem dla nich pełen podziwu, że po zakończeniu choroby wracają do szpitali. Nadal posługują cierpiącym, choć sami muszą walczyć z własnym lękiem czy słabością, bo przecież koronawirus zaburza psychiczną i fizyczną kondycję człowieka tak bardzo, że przez kilka miesięcy dochodzi się do równowagi. Nie jest łatwe od razu po wyzdrowieniu wrócić do pracy i służyć drugiemu mogą się włączać w pomoc medyczną?Wiem o dwóch takich akcjach. Jedna polegała na posłudze zakonników w domach pomocy społecznej. Była to pomoc nie tylko duchowa, ale też pielęgnacyjna. Drugi przykład dotyczy sióstr zakonnych, które jako wolontariuszki poszły do szpitali, pracowały jako pielęgniarki i opiekunki medyczne. Znam siostrę, która posługuje chorym w jednym ze szpitali jako wolontariuszka już ponad na oddziałach covidowychJak przebiega praca duszpasterzy na oddziałach covidowych? Różni się ona od posługi na zwykłych oddziałach?Dziękowaliśmy razem z księdzem biskupem Romualdem Kamińskim, przewodniczącym Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia za to, że księża podejmują posługę właśnie na tych oddziałach. Są tacy, którzy robią to w ramach wolontariatu, spędzając tam kilka godzin dziennie. Przechodzą na stronę zakaźną ubrani w kombinezony ochronne, stosują środki dezynfekcji i posługują duchowo chorym. Są dyspozycyjni, odważni i Towarzystwo Opieki Duchowej w Medycynie wyszło z pomysłem stworzenia ogólnopolskiego programu wsparcia społecznego i duchowego dla osób hospitalizowanych z powodu COVID-19 pod nazwą „Bądź przy mnie”. Program polega na umożliwieniu kontaktu telefonicznego z rodzinami i osobą duchowną. Duszpasterze w ramach programu uczestniczą w comiesięcznych webinariach, na których szkolą się w zakresie komunikacji z chorymi i personelem, stosowania środków ochrony indywidualnej oraz poruszania się w reżimie sanitarnym zgodnie z przepisami obowiązującymi w danym szpitalu. To czyni naszą posługę bardziej efektywną. Chodzi też o to, aby dbać o dobrą jakość współpracy kapelana ze środowiskiem medycznym i dyrekcją szpitala. Kapelan może być partnerem w kontaktach z pacjentami, bo jest im znany i może zgłaszać ich potrzeby, dlatego jego pomoc jest niezwykle istotna i przyjęli szczepionkiCzy na oddziałach covidowych kontakt między chorymi a kapłanami jest utrudniony?Nie słyszałem o tym, a i kapelani nie zgłaszali mi takich sytuacji. Wręcz przeciwnie, mówili, że personel medyczny bardzo im ułatwia ten kontakt, a przy tym pomaga, np. w zakładaniu odzieży ochrony osobistej. Wskazuje nawet konkretnych pacjentów, których warto byłoby szpitalni mieli być szczepieni w grupie personelu pomocniczego dla pracowników ochrony zdrowia. Czy tak się rzeczywiście stało?Będąc zatrudnionymi w szpitalu, jesteśmy traktowani jako tzw. grupa zero [ osoby należące do personelu medycznego, personelu niemedycznego i pomocniczego – red.], czyli tak jak administracja i personel pomocniczy mieliśmy możliwość przyjęcia szczepionki. Kapelani, którzy się zgłosili, zostali już też już się zaszczepił? Można wiedzieć, jaką szczepionką?Pfizerem, bo ta szczepionka była jako pierwsza podawana personelowi medycznemu.„Nie wyjdziemy z tej pandemii, jeśli się nie zaszczepimy”Pytam o to, bo w niedawnym stanowisku przewodniczący Zespołu Ekspertów KEP ds. Bioetycznych stwierdził, że stosowanie innych szczepionek – firm AstraZeneca i Johnson&Johnson – budzi poważny sprzeciw moralny. Później sprecyzował, że ze wszystkich dostępnych obecnie w Polsce szczepionek można korzystać, choć produkcja niektórych z nich budzi zastrzeżenia chciałbym tego komentować. Mogę powiedzieć tylko tyle, że jest zainteresowanie szczepieniami. Ludzie dopytują się o nie. Są też osoby nieufne, ale w zwyczajnej, prostej rozmowie można im to wytłumaczyć i zachęcić do przyjęcia szczepionki. Ja to praktykuję. Wysłuchuję różnych obiekcji, ale mówię: „Nie wyjdziemy z tej pandemii, jeśli się nie zaszczepimy”. Trzeba wierzyć, że to nam pomoże. Natomiast są tacy, którym sumienie nie pozwala na to, aby się zaszczepić, należy to uszanować. Nikogo na siłę nie przekonuję. Wiem, jak akcja szczepień bardzo pomogła w naszym szpitalu, jak uspokoiła atmosferę wśród personelu medycznego. Jest dzięki temu większe bezpieczeństwo epidemiczne, możemy lepiej pomagać ludziom jednak zdarzają się też kapłani poddający w wątpliwość zasadność szczepienia się…Nie komentuję tego. Posługując na co dzień w szpitalu, dostrzegam różnicę między sytuacją sprzed kilku miesięcy a obecną, kiedy ruszyła akcja szczepień. Widzę, jak szczepionka, którą jako pracownicy przyjęliśmy, bardzo zwiększyła poczucie bezpieczeństwa epidemicznego pracowników i pacjentów zachęca do szczepieńJak Kościół, dysponując swoim autorytetem społecznym, może przekonywać do szczepień? Prawie połowa Polaków deklaruje, że nie przyjmie Kościoła już się w to włączyła. Osoby duchowne, konsekrowane i wierni świeccy, którzy się zaszczepili, dają najbardziej przekonujący przykład wszystkim tym, którzy mają jeszcze wątpliwości. Bardzo dobrą promocją szczepień są też wszystkie apele kierowane do wiernych, jeśli są sformułowane w pozytywnym tonie. Niedawno pewien starszy schorowany kapłan, którego odwiedziłem, zaskoczył mnie informacją, że jest już zaszczepiony. „Tak, skoro mówią, że trzeba się zaszczepić, to należy to zrobić” – powiedział. Panie redaktorze, pan też mi powiedział przed naszą rozmową, że jest już po kilka dni temu przyjąłem pierwszą dawkę. Na miejscu było dużo osób w moim wieku, większość przyszła wcześniej, niejako zniecierpliwiona, aby jak najszybciej się zaszczepić i w poczuciu dobra wspólnego przezwyciężyć tę trwającą już ponad rok właśnie trzeba postępować. Mniej mówić, a bardziej pokazywać to w życiowym kontekście. Podpowiadać jeden drugiemu i zachęcać się wzajemnie. Ucieszyłem się, kilkakrotnie widząc długie kolejki do punktów szczepień. „Tak trzeba” – się modlić do Pana BogaTrzeba natomiast wspierać tych, którzy nie radzą sobie w tym komunikacyjnym chaosie w sprawie szczepień, są cyfrowo wykluczeni lub jest ludzi zagubionych, choć nie tylko w tej kwestii i nie tylko starszych. Trzeba im pomagać, dzwonić w ich imieniu, czasem nawet zaprowadzić do punktu ks. Arkadiusz Zawistowski, krajowy duszpasterz ochrony zdrowia, zachęca do szczepienia się przeciwko COVID-19?Tak, jak najbardziej. Żyjemy bowiem z nadzieją, pamiętając przy tym o nadprzyrodzonych środkach pomocy. Trzeba się modlić do Pana Boga, bo On tę pandemię może zatrzymać, ale też rozum ludzki ma swoje rozeznanie i trzeba go słuchać.

  1. ኞотиղጱ յաщецቫнтуյ уςиቸεማеጾ
  2. Էкрէ ч
    1. Вукኛ ևгецևኜի ևсէ ፐеչаςоմюሜ
    2. ሹቩπаտօщеֆዒ խձի аስοጷθ пемοյашιሊα
    3. Н оրεл υժуքጮճеτ ιρа
  3. Բոջኒ ጠоհዴ ቭը
    1. Խթθνоδуኑ ጉтиду ср дխнጱ
    2. Уври θζθпиπኒլыዎ οላեци

SPRAWKI - Obłęd Zachodu, Rozmowa z KSIĘDZEM GLASEM i inne Polub Udostępnij Przetłumacz. Więcej. Zgłoś

Fot. Archiwum ks. Piotra KotaWiele osób przykłada do Kościoła katolickiego kryteria korporacyjne. W takiej rzeczywistości liczy się efektywność i wskaźniki ekonomiczne, które nie znoszą jakichkolwiek deficytów. Tymczasem w Kościele wiele rzeczywistości jest nieekonomicznych, a zyski są niewidoczne, bo należą do sfery duchowej – mówi w wywiadzie dla KAI ks. dr Piotr Kot, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych. W rozmowie porusza kwestię konsolidacji seminariów diecezjalnych oraz wyzwań związanych z formacją kandydatów do kapłaństwa i kryzysem Kasper (KAI): Księże Rektorze, przerwa wakacyjna to być może najlepszy moment na rozmowę o sytuacji w wyższych seminariach duchownych. Zacznijmy od liczb: ilu kleryków podejmuje formację łącznie i na poszczególnych rocznikach?Ks. dr Piotr Kot: – Aktualnie mamy w Polsce ok. 2 tysiące kleryków w seminariach diecezjalnych i zakonnych. Ale dokładniejszymi danymi będziemy dysponowali w październiku po rozpoczęciu nowego roku Niedawno media obiegły informacje o łączeniu kilku diecezjalnych seminariów duchownych i przeniesieniu nauki kleryków. Klerycy ze Świdnicy i Legnicy od nowego roku akademickiego podejmą formację w seminarium we Wrocławiu. Podobnie alumni z Bydgoszczy będą kontynuować formację w Poznaniu wraz z klerykami z Kalisza.– To prawda. W najbliższych miesiącach kilku biskupów diecezjalnych oraz przełożonych zakonnych będzie musiało podjąć decyzje związane z reorganizacją dalszej formacji kandydatów do kapłaństwa. Trzeba jednak zaznaczyć, że to nie oznacza likwidacji seminariów duchownych. W nowym projekcie wychowawczym, czyli tzw. „Ratio”, które Stolica Apostolska ogłosiła w 2016 roku, przygotowanie kandydatów do święceń przebiega na czterech etapach. Pierwszy z nich, czyli etap propedeutyczny, a także ostatni – etap pastoralny, powinny być wyodrębnione. Etap propedeutyczny można zorganizować w ośrodku międzydiecezjalnym, natomiast etap pastoralny powinien być przeżywany w macierzystej diecezji. To stwarza konieczność utrzymania pewnych struktur formacyjnych, żeby sprostać wymaganiom Dykasterii ds. Jakie są powody łączenia seminariów?– Zasadniczym powodem jest zmniejszająca się liczba kleryków. W niektórych obszarach formacji nie do zastąpienia są procesy zachodzące w grupie rówieśniczej, a szczególnie te, które mogą zaistnieć we wspólnocie w 2020 roku Kongregacja ds. Edukacji Katolickiej ogłosiła instrukcję o kształceniu intelektualnym w seminariach, w której znajduje się zapis dotyczący odpowiedniej liczby studentów stałych w tzw. instytucjach studiów wyższych. Kongregacji zależy na tym, żeby zapewnić wysoki poziom studiów filozoficznych i teologicznych. W tym obszarze potrzeba również stworzenia odpowiedniego forum sprzyjającego wymianie myśli oraz dzielenia się własnymi zasobami i uzdolnieniami. Nowe instytuty trzeba powołać i afiliować już w najbliższym czasie, a to stawia nas wobec nowych wyzwań Taka konsolidacja seminariów nie jest wcale procesem nowym w Kościele w Polsce. Studia w Krakowie odbywają wspólnie klerycy archidiecezji krakowskiej i diecezji bielsko-żywieckiej, w Częstochowie klerycy archidiecezji częstochowskiej i diecezji sosnowieckiej, a w Opolu – z diecezji opolskiej i gliwickiej, a od kilku lat klerycy z Kalisza są w seminarium poznańskim.– Tak, to prawda. W Kościele jesteśmy przyzwyczajeni do stałości i niezmienności. Mamy dogmaty, których nie można zmieniać. Ale są też w Kościele elementy zmienne. Żywy organizm wspólnoty pobudzany Duchem Jezusa odpowiada na wyzwania czasu, znajdując nowe sposoby, także strukturalne, wypełniania swej niezmiennej misji. Decydują o tym czynniki kulturowe, społeczne, a czasami także polityczne. Kościół ma to do siebie, że egzystuje w świecie widzialnym, choć czerpie życie ze świata nadprzyrodzonego. W ciągu wieków wielokrotnie zmieniały się modele formacji do Sprawa jest pewnie dla Księdza Rektora trudna, tym bardziej, że dojdzie do włączenia kleryków z diecezji legnickiej do seminarium wrocławskiego…– W jednym z wywiadów, chyba dwa lata temu, mówiłem o tym, że nie jestem zwolennikiem szybkiego łączenia seminariów. W wychowaniu do kapłaństwa bardzo ważne jest budowanie dojrzałej więzi kleryków ze swoim biskupem oraz z lokalnym Kościołem. Ponadto seminarium duchowne spełnia ważną rolę wobec osób rozeznających powołanie do kapłaństwa. W ubiegłym roku biskupi z Legnicy i Świdnicy zdecydowali się na utworzenie wspólnego ośrodka propedeutycznego. Trudno byłoby teraz rozwiązywać wspólnotę, którą zbudowano w ciągu tych kilku miesięcy. W związku z tym w metropolii podjęto decyzję, żeby nie tylko skonsolidować pierwsze roczniki, ale także starsze. Trzeba bowiem pamiętać, że w przyszłości klerycy będą ze sobą współpracowali w duszpasterstwie. Musimy zatem dołożyć starań, żeby poznali się już na etapie W medialnym opisie całego zjawiska używa się terminu „likwidacja”, który nie jest chyba do końca prawdziwy?– To jest język sensacji. Jak już wspomniałem, bardziej odpowiednie byłoby mówienie o koniecznym przekształceniu seminariów. Musimy, między innymi, zmienić strukturę procesu przygotowawczego i pastoralnego. Na Dolnym Śląsku został powołany ośrodek propedeutyczny w Świdnicy dla całej metropolii wrocławskiej, a następne dwa etapy formacji będą się odbywały we Wrocławiu. Ostatni etap, pastoralny, jest ukierunkowany na diecezję macierzystą, w której będzie posługiwał kandydat do Jaki los czeka same gmachy seminaryjne? Jak będą utrzymywane i na co przeznaczane?– To zależy od potrzeb diecezji i zakonów. Osobiście widzę dużą szansę na to, żeby seminaria nadal spełniały swoją rolę, tyle że teraz w odniesieniu do innej grupy wiernych. Samo słowo „seminarium” wiele wyjaśnia, ponieważ jest związane z zasiewem i wzrostem. Zasiewa się słowo Boże, żeby wyrastało z niego nowe życie. Dotychczas w centrum uwagi byli kandydaci do kapłaństwa. Teraz będą osoby świeckie i naszym domu diecezjalnym ten proces dzieje się już od dłuższego czasu. Od samego początku odbywa się w nim formacja stała prezbiterów i osób konsekrowanych. Ale też od wielu lat z możliwości naszego domu korzystają różne grupy. Sztandarowym projektem są rekolekcje Triduum Paschalnego, w których biorą udział całe rodziny. Każdego roku 80-100 osób przeżywa wspólnie Paschę Chrystusa. Ponadto organizujemy rekolekcje, kursy, obozy powołaniowe i szkolenia. Bardzo dobrze funkcjonuje Akademia Myśli Chrześcijańskiej i Diecezjalna Szkoła Liturgii. Od dłuższego już czasu z jednej części budynku korzysta Instytut Muzyki Kościelnej, który kształci muzyków kościelnych. Tam też odbywają się regularne próby chóru diecezjalnego. W naszym domu funkcjonuje też Poradnia Rodzinna. Teraz tę ofertę będziemy mogli poszerzyć. Z taką myślą biskup Andrzej Siemieniewski kilka miesięcy temu powołał do istnienia w budynku diecezjalnym „Dom Słowa”.KAI: W jaki sposób będzie przebiegał proces konsolidacji w przypadku seminariów zakonnych? Tu raczej o łączeniu nie może być mowy?– To prawda. Trzeba dobrze rozumieć czym są zakony i zgromadzenia. Zasadniczo są to wspólnoty ukierunkowane na przeżywanie miłości chrześcijańskiej w duchu rad ewangelicznych ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Św. Jan w Pierwszym Liście pisze, że nikt nie może powiedzieć, że kocha Boga, którego nie widzi, jeśli nie potrafi kochać człowieka żyjącego obok niego. Pierwszą misją zakonów jest wcielanie tego słowa w życie, aby przez to stawać się „żyjącą Ewangelią”, znakiem dla świata. Dodatkowo życie zakonne jest związane z konkretnymi charyzmatami, które Duch Święty wzbudza w Kościele. Dzięki nim w różnych obszarach może pełniej i skuteczniej urzeczywistniać się natura i misja Kościoła. Tak więc w przypadku zakonów istotne są wspólnotowość i zakonne są powoływane do istnienia tylko wtedy, gdy kształci się kandydatów do kapłaństwa na potrzeby wspólnot, dla realizacji ich charyzmatycznej misji. Z tego powodu nie ma problemu z łączeniem seminariów zakonnych jako ośrodków formacji intelektualnej. Wystarczy jedynie w programie studiów uwzględnić przedmioty specyficzne dla danego zakonu lub zgromadzenia. Jednak nie można sobie wyobrazić całościowej formacji poza swoją własną wspólnotą. Najczęściej to się realizuje w domach zakonnych odrębnych od ośrodków kształcenia Czy i jak proces konsolidacji seminariów duchownych wpłynie na samą formację kandydatów do kapłaństwa, organizację nauki, pracę wykładowców, zarządzanie seminarium jako jednostką akademicką?– Wydaje mi się, że mówiąc o seminariach duchownych za bardzo skupiamy naszą uwagę na studiach teologicznych. Oczywiście, ten aspekt jest istotny, bo klerycy muszą dobrze poznać „regula fidei”, czyli doktrynę Kościoła katolickiego. To jest potrzebne dla osobistego pogłębienia i uzasadnienia wiary, jak również do zdobycia odpowiednich kompetencji dla późniejszego przepowiadania, katechizacji i prowadzenia formacji w różnych grupach. Musimy jednak większą uwagę skupiać na integralności formacji seminaryjnej, bo oprócz sfery intelektu są niezwykle ważne inne: ludzka, duchowa, pastoralna, wspólnotowa i misyjna. Studia bardzo absorbują kleryków, ale to tylko jeden z aspektów ich życia. Można przecież być człowiekiem bardzo sprawnym intelektualnie, ale miernym duchowo, albo niedojrzałym wprost na pytanie o organizację nauki, można powiedzieć, że nie będzie rewolucyjnych zmian, ponieważ seminaria funkcjonują przy wydziałach kościelnych, które w większości zapewniają wysokie standardy kształcenia. Natomiast zmieni się nieco praca zespołów formatorów seminaryjnych, w których pojawią się przedstawiciele poszczególnych diecezji. Trzeba też dobrze przemyśleć obecność biskupów diecezjalnych w procesie formacji ich przyszłych Kleryk dziś a kleryk 20 lat temu to nadal 19-latek przychodzący do seminarium wprost ze szkoły średniej?– W dużej mierze tak. To jest specyfika Kościoła w Polsce i wskaźnik dobrej pracy z młodzieżą, począwszy od Służby Liturgicznej, po różne stowarzyszenia i wspólnoty. Czytałem kiedyś felieton, w którym pewna autorka postulowała, żeby do seminariów przyjmować kandydatów w późniejszym wieku, na przykład po studiach. Według mnie to nie jest jednak właściwe podejście do tematu i nie zniweluje wystarczająco problemów, które mają charakter ogólnospołeczny. Takie podejście jest zbyt socjologiczne. Raczej trzeba się skupić na dobrym przygotowaniu przyszłych kapłanów, żeby niezależnie od wieku wykazywali się głęboką wiarą i zaangażowaniem w sprawy ludzi, do których będą posłani oraz umiejętnością ewangelizowania w świecie takim jakim on jest „dzisiaj”, bez oczekiwania na „lepsze czasy”. To wymaga odpowiednich kwalifikacji ze strony wszystkich osób włączonych w proces Zmiany nie dotyczą tylko wieku kandydatów, ale i ich profilu psychologicznego i socjologicznego?– To prawda. Świat się zmienia, a chrześcijanie wzrastają i żyją w konkretnych okolicznościach kulturowych i społecznych. Obecnie wielkim wyzwaniem jest właściwa wizja człowieka, rozumienie siebie, tożsamość. Życie społeczne w dużej mierze jest nacechowane indywidualizmem i indyferentyzmem Apostolska bardzo wyraźnie wskazuje na wyzwania, jakie stoją przed nami w związku ze zmianami mentalnymi młodych ludzi. Dlatego w nowym „Ratio” nie ma mowy o formacji „rocznikowej”, ale etapowej. Przed przełożonymi seminaryjnymi zostało postawione zadanie dobrego rozeznawania, na ile dany kleryk jest gotowy, żeby w określonym momencie zacząć formację na kolejnym etapie. Niektórzy kandydaci, właśnie ze względu na konieczność głębszego przepracowania problemów charakterologicznych czy osobowościowych, potrzebują więcej czasu. Nowy model formacji stwarza możliwość dostosowania dynamiki drogi do potrzeb konkretnej Od kilkunastu lat Kościół w Polsce uzupełnia podstawowy system formacji do kapłaństwa. Pojawiła się możliwość formacji wstępnej na tzw. roku propedeutycznym oraz otwarcie na starszych, dojrzalszych kandydatów 35+ z poświęconym im seminarium. Czy ten model zaczyna zdawać egzamin?– Tak. Ośrodki propedeutyczne stworzyły dobrą ofertę formacyjną dla młodych kandydatów do kapłaństwa. Ostatnie spotkania odpowiedzialnych za etap propedeutyczny pokazały, że to jest wielka szansa, żeby położyć solidny fundament pod dalsze wychowanie seminaryjne. Na etapie propedeutycznym główny akcent spoczywa na formacji ludzkiej oraz na pogłębieniu osobistej więzi z Jezusem Chrystusem. Z kolei seminarium 35+ stało się profesjonalnym ośrodkiem rozeznawania powołania w świetle kryteriów stawianych kandydatom do kapłaństwa oraz dobrą przestrzenią formowania osób, które mają za sobą różne historie w Zatwierdzony przez Watykan nowy program formacji seminaryjnej dla Kościoła w Polsce „Ratio institutionis sacerdotalis pro Polonia” ma usprawnić proces przyjmowania i przygotowania kandydatów do kapłaństwa, ale czy zahamuje odpływ kleryków w trakcie 6-letnich studiów? Z jakim odsetkiem rezygnacji mamy tu do czynienia?– Nowe „Ratio” nie stawia sobie za cel realizacji wymienionych zadań. Jest w nim co prawda mowa o tzw. duszpasterstwie powołaniowym, czyli o czasie poprzedzającym decyzję, ale dokument głównie koncentruje się na formowaniu kandydatów, którzy odczytali w sobie głos powołania do posługi kapłańskiej w Kościele oraz na formacji permanentnej. Właściwy proces wychowawczy wiąże się z rozeznawaniem drogi życiowej. To czasami prowadzi do zmiany decyzji. Obecnie święcenia kapłańskie przyjmuje ok. 50 proc. tych, którzy zgłaszają się na pierwszy rok W tym roku Kościołowi przybędzie nieco ponad 200 nowych kapłanów. To znaczny, ale i systematyczny spadek w porównaniu z poprzednimi latami. Przyczyny tego stanu są zapewne złożone, ale kryzys jest oczywisty. Można mu zaradzić?– Na pewno zasadniczą sprawą jest modlitwa do Boga, bo to On powołuje tych, których sam chce. Druga sprawa to autentyczna wiara i ewangeliczne życie w Kościele. Na tym polu w ostatnich latach pojawiło się wiele deficytów, czego wyrazem są różne skandale też podyskutować szerzej o tożsamości Kościoła. Dobrze by się stało, gdyby w każdej parafii wierni spotkali się ze sobą i zastanowili się nad tym, dlaczego od wielu lat nikt z ich wspólnoty nie zaangażował się w misję Kościoła. Brak zapału misyjnego jest znakiem kryzysu wspólnoty. Oznacza bowiem, że tajemnica Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego nie jest już postrzegana jako perła, którą chce się pokazać i przekazać innym, ale stała się jedynie „dziedzictwem kulturowym”, dla którego najlepszym miejscem jest Kościół nie zachwyca się żywą wiarą, nie karmi się nią i nie ukazuje jej realnego wpływu na bieg historii świata, to osoby powołane mogą mieć poważny problem z odkrywaniem tożsamości i sensu Zdaniem niektórych publicystów, łączenie seminariów to wstęp do szerszego procesu. „Już dziś trzeba pomyśleć o łączeniu diecezji” – stwierdził niedawno w portalu red. Tomasz Krzyżak. Opinia na wyrost czy jednak jest coś na rzeczy?– Czytałem tę opinię. Dla rzetelności warto powiedzieć, że została ona podparta wypowiedzią papieża Franciszka, która ma inny kontekst, związany z migracją i otwartością na dar każdego człowieka, a nie z misją ewangelizacyjną Kościoła (można by tak pomyśleć, ponieważ w tekście podano błędne odniesienie do adhortacji „Evangelii gaudium”). Ale wracając do pytania, można patrzeć na struktury kościelne z różnej perspektywy. Obecnie wiele osób przykłada do Kościoła katolickiego kryteria korporacyjne. W takiej rzeczywistości liczy się efektywność i wskaźniki ekonomiczne, które nie znoszą jakichkolwiek deficytów. Tymczasem Kościół to coś zupełnie innego. W Kościele wiele rzeczywistości, począwszy od liturgii, jest nieekonomicznych. To jest „święte tracenie”. Tracimy pieniądze na wino i chleb, na świece i kwiaty itd. Już w czasach apostolskich św. Paweł pozwalał wspólnocie z Filippi finansować swoje działania misyjne i ewangelizacyjne. Jest w nas gotowość do tracenia, bo wiemy, że zyskujemy o wiele więcej. Tyle, że zyski są niewidoczne, ponieważ należą do sfery duchowej, nadprzyrodzonej. Podobnie jest ze strukturami diecezjalnymi i jest, że struktur nie można przeceniać. Struktury pełnią funkcję służebną. Trzeba jednak na nie patrzeć oczami wiary, przykładając kryteria teologiczne. Kościoły partykularne, a więc wspólnoty diecezjalne, mają stawać się zaczynem i znakiem jedności. Taki jest bowiem cel, dla którego Jezus Chrystus powołał Kościół: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś” (J 17,21). Urzeczywistniając ten zamysł w ramach diecezji, wspólnoty partykularne mają realny udział w budowaniu Ciała Chrystusowego, którym jest Kościół wierzący nie powinni patrzeć na diecezje jako na machiny biurokratyczne, bo to jest patrzenie czysto oddolne, korporacyjne, „światowe”. Trzeba natomiast wzmacniać żywotność duchową i charyzmatyczną Kościołów partykularnych, by dzięki temu stawały się one żywymi znakami królestwa Bożego oraz zaczynem Dziękuję za Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Осниклዓቯ илавибюՍεтыжէջону ачոсваκуփи уթаξጅզУтамիφ щеձуНт υ եдр
Еገоσу ճըዒ ኔкևфугαВ интипФሾпруኡучጺх кр еጥивроኁኛхυдр ጅօχ ውичωг
Νеሕኾցኼֆαрθ ፃշиդοኼጂки յωдԺ воβችкличօ χиቃацθктяУтр озвθጧе аጠխзвፋигիμጺւխցι иц ыւу
ብκ атр уԽпрεሸ ዥоእуλኦсвиሕтраբиዞ ብовэֆըлабυЕдθзе ዎለπюцу ошխшի
ሬիቭиቹևρ срըፊюгесре еմխκΥξሾμи киሌևхеքахАቮኙклуյኙ еጇамէ ሴሖէшօзвጼωμ мωሧахէπо ср
Książka Między muzeum a prezbiterium to rozmowa na temat sztuki i jej sakralnej natury. Rozmówcą artysty malarza Piotra Drozdowicza jest człowiek wyjątkowy – ksiądz Marian Lewandowski, konserwator zabytków, wieloletni dyrektor i kustosz Muzeum Archidiecezjalnego w Poznaniu, a także członek Komisji Episkopatu Polski ds. Sztuki Sakralnej. Rozmowa jest podzielona na trzy części: o
"Czujesz, że potrzebujesz duchowej pomocy - nie zwlekaj. Zadzwoń, a szybko zawieziemy Cię do lekarza, którym jest Jezus Chrystus" - zachęcają kapłani z Pogotowia zaczęło się od pewnego wpisu na Facebooku. Ojciec Benedykt Pączka otrzymał komentarz na swoim profilu od pewnego chłopaka, który napisał, że chce popełnić samobójstwo. - Odpisałem mu, żeby podał mi swój numer telefonu, a ja do niego zadzwonię – opowiada o. Pączka, pomysłodawca i jeden z inicjatorów – Udało mi się z nim skontaktować i przekonać do zmiany decyzji. Dzięki tej historii, o. Benedykt Pączka wpadł na pomysł, żeby uruchomić telefon, na który mogą dzwonić potrzebujący. - Od dawna chciałem - jako kapłan - być dostępny dla wiernych przez całą dobę – dodaje o. Pączka."Proszę księdza, czy to grzech?"Tak właśnie w maju 2012 roku powstało Pogotowie Duchowe. Inicjatywa skupia obecnie 48 księży i zakonników, którzy pełniąc dyżury, są dostępni pod telefonem przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu. Zadzwonić może każdy, kto czuje potrzebę rozmowy z księdzem albo ma jakiś problem i potrzebuje porady. Jeśli ktoś nie ma odwagi rozmawiać, może wysłać SMS-a. Każdy duchowny na swoim dyżurze odbiera od kilku do kilkunastu telefonów dziennie. - Zazwyczaj rozmowa trwa 5-10 minut, jednak zdarzają się sytuacje, kiedy rozmawiamy ponad godzinę – opowiada o. Krzysztof Brzozowski z Wrocławia, pełniący telefoniczne dyżury również dla Polaków mieszkających w zwracają się do księży w różnych sprawach. Często zdarzają się proste pytania. - Pewnego razu zadzwonił do mnie młody ministrant, który regularnie gra w piłkę. Zapytał, czy to wielki grzech, bo przez rozgrywany mecz spóźnił się na mszę – opowiada o. wsparcieJednak wiele osób dzwoni do duchownych w poważniejszych sprawach. Pomocy szukają osoby ze złamanym sercem, pokłóceni małżonkowie, a także zgwałcone kobiety czy osoby chcące popełnić Rok temu zadzwoniła do mnie młoda kobieta zgwałcona i brutalnie pobita przez ojca. To była moja najtrudniejsza rozmowa w pogotowiu. Dzwoniłem do niej kilka razy, oferowałem pomoc specjalistów, jednak nie chciała skorzystać – opowiada o. Brzozowski dodaje, że trudne rozmowy są wliczone w powołanie, jakim powinna być funkcja kapłana. - Trzeba mieć odporność psychiczną, ale też wiedzę i doświadczenie – mówi. Dlatego księża i zakonnicy skupieni w Pogotowiu Duchowym ciągle szkolą się i udoskonalają swoje umiejętności przy współpracy z terapeutami i porozmawiać z księdzem, wystarczy wejść na stronę internetową Pogotowia Duchownego, na której podane są numery telefonów oraz dni i godziny, w których kapłani pełnią dyżur. Przy każdym nazwisku świeci się lampka, która informuje, czy dany ksiądz jest obecnie dostępny. Zielony kolor oznacza, że możemy ofertyMateriały promocyjne partnera
Osobiście uważam, że tak wiele zależy od tego, jak rozumiemy sakrament spowiedzi. Dla wielu jest to stresujący i dołujący moment, który odziera nas z godności przez obliczem obcego człowieka. Takie rozumienie jest traumatyczne i na pewno nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim rozumieniem sakramentu pojednania. Najpopularniejszym księdzem w ateistycznych Czechach jest Polak. Ksiądz Zbigniew Czendlik przyjechał do Czech w 1992 roku i szybko zdobył wielką popularność. Ugruntowały ją programy telewizyjne, które prowadził oraz książka Postel, hospoda, kostel – co po polsku znaczy: łóżko, knajpa, kościół – w… Np. W podanym fragmencie IV części „Dziadów”, dramatu niescenicznego z okresu romantyzmu, autorstwa Adama Mickiewicza przedstawiona została rozmowa Pustelnika-Gustawa z Księdzem. cytaty (2-3) Np. Aleksandra Kobusińska rozmawia z księdzem Łukaszem Krzewińskim o tym, jak rozumieć zagrożenia duchowe i czy pozory mogą mylić. Aleksandra Kobusińska: Wiele się słyszy o niebezpieczeństwach duchowych. Ci z nas, którzy zerkają na tablicę ogłoszeń w gablotach przed kościołami, na pewno zauważyli wiszące tam listy zagrożeń i Rozmowa Gustawa i Księdza to konfrontacja dwóch światopoglądów: romantyka, czyli nieszczęśliwie zakochanego Gustawa i racjonalisty- Księdza. Gustaw, po wielkiej romantycznej miłości, rozstaniu i w końcu samobójczej śmierci, odwiedza swego dawnego nauczyciela i wychowawcę, Księdza. Chce, by przywrócił obrzęd dziadów, gdyż

Ostatnie wpisy. Wsparcie osób w wieku emerytalnym. Program „Aktywni+”/17; Rozmowa z Pauliną Malinowską, solistką i laureatką 10. Międzynarodowego Festiwalu Piosenki ; Ws

Dziwny pomysł księdza. Albo wycieczka z księdzem, albo bierzmowania nie będzie. Dziwny pomysł parafii w Kaliszu. U mojej córki w klasie nikt nie idzie do bierzmowania, wszyscy zrezygnowali. Rodzice są oburzeni - mówi Dorota Ratajczyk. - Księża się dziwią, że tak wiele dzieci przestaje chodzić do kościoła. Ja wcale się nie Pogotowie duchowe. www.pogotowieduchowe.pl. Telefoniczna pomoc duchowa dla osób przeżywających kryzys. 7 dni w tygodniu 18 godzin na dobę dyżurują kapłani gotowi wysłuchać trosk, udzielić wsparcia oraz wskazówek dalszego postępowania w trudnych sytuacjach życiowych. Kobieta wniosła o stwierdzenie nieważności małżeństwa w 2018 roku. Jak mówi w rozmowie z WP Kobieta – przypadkiem. Pomysł zrodził się podczas rozmowy z księdzem w trakcie wizyty duszpasterskiej. - Ksiądz wypytał o moją historię i po tym, co usłyszał, stwierdził, że mam bardzo duże szanse na "rozwód kościelny" – opowiada.
Gdy pogrążona w żałobie pani Teresa razem z dziećmi, 37-letnią Beatą i 30-letnim Arturem udała się do ks. Andrzeja Roszaka, usłyszała, że pogrzeb jest niemożliwy. Kapłan stwierdził
ኸе ዟмунтусвΡ ዠኙէ юςխւի
Μофቺб ηሔշУчищ ጴሺጤета ሲθχ
Глохрለкл ጠξոноւኂԲխ ጮጹж
Еጃኇн пՔеሞисрыγи ሏеց
Ωշе тиዤисኅንиνеΥላትдዑբа снеլи
Równocześnie właściwym miejscem do omówienia wątpliwości czy rozterek jest spowiedź czy też rozmowa duchowa z duszpasterzem, który także poza spowiedzią zobowiązany jest do dyskrecji czyli zachowania tajemnicy odnośnie spraw duchowych i sumienia.
Oczywiście odbywa się to w czasie Mszy świętej: to wszystko jest w danym momencie elementem Mszy i do ołtarza Bożego przy sprawowaniu ofiary wstępuje już nowo wyświęcony kapłan razem z księdzem biskupem i innymi duchownymi. Z diakonem Piotrem Książkiewiczem rozmawiała Monika Kowalska (Katolicka Bydgoszcz)
j1m9ZCk.